Poród po polsku – czyli horror, brak empatii i znieczulenia

Długo się zbierałam z napisaniem posta o porodzie. Nie chciałam wchodzić w ten grząski temat i pisać Wam o swoich przeżyciach, które bynajmniej miłe nie były. Sytuacja z obiecywanym przez rząd znieczuleniem dla kobiet rodzących nieco mnie zmotywowała do pisania. Także zapraszam dalej do czytania jak to rodzi się w naszym cudnym kraju i dlaczego drugiego dziecka tu nie urodzę!

Moja Basieńka ma już 9 miesięcy i jest najlepszą cząstką mnie. Czekałam na nią, choć nie było to długie czekanie i nie była to też wpadka. Basia to nasz świadomy krok w stronę pełnej dojrzałości. Chcieliśmy powiększyć rodzinę i udało się szybciej niż byśmy sądzili. Także jest Basia i jest bosko! Niestety zanim Basieńka przyszła na świat musiał nastąpić poród.

O porodach nasłuchałam i naczytałam się wiele. Historie były tragiczne i wręcz mistyczne. Każda kobieta odczuwa to inaczej, tak samo jak bycie mamą. Ja miałam  plan na swój poród, chciałabym aby był szybki i bezpieczny dla dziecka. W ciąży ćwiczyłam jogę i pilates, rozciągałam odpowiednie partie mięśni, dbałam o dobre odżywienie i kondycję fizyczną. Wszystko było dobrze, nie chorowałam, nic mnie nie bolało, ani plecy a ni nogi. Byłam przygotowana i czekałam… czekałam, czekałam i nic. W tym naszym czekaniu nie było skurczy, bóli o dziwnym pochodzeniu ani niczego innego co sugerowałoby, że moment rozwiązania nastąpi już. Plan był aby rodzić w szpitalu na Karowej w Warszawie. Tam chodziliśmy z mężem do szkoły rodzenia, tam miałam dogadaną położną i po terminie robiłam robiłam codziennie ktg. Właśnie w tym osławionym z dobrej opieki medycznej szpitalu miała przyjść na świat moja córeczka. Niestety nie przyszła i chyba tylko dzięki temu żyje i jest z nami. Tak, dobrze przeczytaliście… żyje.

W dziesiątym dniu po terminie jak codziennie pojechałam do szpitala na Karową ze spakowaną torbą i myślą, że rozwiązanie dziś lub najpóźniej jutro. Lekarze obiecywali, że 10 dni po terminie przyjmą mnie na oddział i będą wywoływać poród. Położna miała pomóc przy organizacji miejsca i porodu, miała też za to dostać za to 1200 zł. Niestety nie pomogła a ja zostałam w mega zaawansowanej ciąży, grubo po terminie odesłana ze szpitala z powodu braku miejsc. Sympatyczna (piszę to złośliwie) i nie kompetentna pani doktor z ostrego dyżuru radośnie oświadczyła mi, że mnie nie przyjmie bo dobrze wyglądam, dobrze się czuję i mogę jeszcze w tej ciąży pochodzić. Na mojej pytanie, czy mam chodzić w niej do świąt, stwierdziła, żebym nie była śmieszna. Na moje prośby przyjęcia na oddział odpowiedziała, że jedynie może mi dać miejsce na korytarzu i kroplówkę z oksytacyną i jak się zacznie poród (po bagatela może 12 h) to a nóż zwolni się łóżko i będę rodzić jak człowiek! Nie zgodziłam się, mąż zabrał mnie do domu. Byłam od ranna na czczo, w nerwach i bez wody! Dodam, że w ciąży ciężko jest być bez jedzenia przez ponad 10h.

Historia mojego porodu kończy się w szpitalu na Starynkiewicza w Warszawie, gdzie nota bene urodził się mój mąż 🙂 Cudem mama mojego męża załatwiła mi tam miejsce. Okazało się, że dobry duch nad nami czuwa i dzień wcześniej znajoma dała kontakt do znajomej oddziałowej z patologii ciąży. Na Starynkiewicza przyjęto mnie tego samego dnia, zrobiono mi dwa proste badania i stwierdzono, że będzie cesarka bo sama nie urodzę. Co to były za badania? Zwyczajnie usg z wytypowaniem wagi dziecka i zmierzenie prostym przyrządem mojej miednicy. Duże dziecko, mała miednica. Główka nie przejdzie, nie wywoła skurczy porodowych. Dlaczego nie zrobiono tego w tym cholernym szpitalu na Karowej? Tego nie wiem ale wiem jedno, pracują tam nie kompetentni i skorumpowani lekarze, którzy tylko na hajs lecą! Cesarka była następnego dnia rano. Basinek urodził się piękny i duży! Bez bólu, bez męczenia mnie i dziecka. Nie chciałam cesarki, moim marzeniem był poród naturalny ale nie udało się. Na Karowej gdyby zaczęto wywoływać mój poród mogłoby dojść do tragedii. Cieszę się, że wszystko udało się i zostałam potraktowana jako pacjentka z krwi i kości a nie kolejna cyferka do podniesienia statystyk szpitalnych (chodzi mi o porody naturalne).

Powiem Wam tak, dziwny jest nasz kraj. Z jednej strony kult rodziny i to jeszcze rodzin wielodzietnych. Ródź Polko dla dobra narodu i kościoła! Z drugiej strony fatalna opieka medyczna na porodówkach, brak empatii u lekarzy i położnych, brak nowoczesnego przeszkolenia tychże osób i brak dostępnych w Europie środków umożliwiających szybko, bezbolesny i zdrowy poród. Moja znajoma mieszka na Teneryfie, tam też rodziła. Choć było po terminie a ona również nie miała skurczy, lekarze przyjęli ją na oddział. Zaaplikowali oksytocynę w żelu, która skraca m.in. szyjkę macicy i co! Urodziła w cywilizowanych warunkach, nikt nie skakał jej na brzuch, nikt nie wyciskał dziecka ani nie krzyczał na nią. Wszystko w miłej, intymnej atmosferze. O tym, że tam pokój po porodzie wygląda jak w dobrym hotelu to już nawet nie wspomnę.

Boże, kiedy w Polsce takie porody będą normą?! Kiedy znieczulenie będzie w pakiecie i kiedy państwo i kolejne rządy zrozumieją, że jeśli nie zainwestują w przyszłych obywateli i ich matki to będą ich tracić i kto będzie pracować na rzecze emerytów? No kto? Nie dziwię się, że dużo młodych osób emigruje i woli rodzić np. w Wielkiej Brytanii, gdzie mają dobre warunki i dobry socjal. A u nas becikowe dla biedoty i patologii, brak dofinansowań na dziecko i poród jak w najgorszym horrorze. Apeluję do pierwszych kobiet w naszym parlamencie! Niech Panie coś zrobią a nie tylko zbierają dobrą kasę za bycie posłanką.

Kochane czytelniczki (wiem,ze takie są choć nie komentują;) co Wy sądzicie o Waszych porodach? Jak było? Jakie szpitale i lekarzy polecacie? Nie bójcie si, piszcie! Ja uwielbiam czytać i odpisywać na komentarze 🙂 Ściskam Was ciepło wraz z moim Basinkiem ❤

Reklamy

5 myśli na temat “Poród po polsku – czyli horror, brak empatii i znieczulenia

  1. Nie wszędzie tak jest ,choc wiekszosc szpitali to horror. U mnie w miescie byl ponoc dramat..byl bo otwarto prywatny szpital gin-pol po czym ten szpital blyskawicznie podpisał kontrakt z nfz..więc porod, opieka po porodzie i dla dziecka za darmo, no tzn wszystko za darmo. Prowadzilam tez ciaze u nich w przychodni ale to juz prywatne wizyty bo do ginekologa na nfz nie pojde (w 6 tyg lekarka ‚nie zauwazyla’ krwiaka i dala skierowanie na czyszczenie po poronieniu, a na patologii ciazy w publicznym szpitalu dano progesteton (bez badania poziomu hormonu we krwi) i jak sie pozniej okazalo o wiele za mala dawke..powiedzieli ze ” zaczal sie odklejac”, 3 dnia poprosilam o usg to uslyszalam „zrobcie tam usg zobaczcie czy jeszcze zyje”… Zyje do teraz ale dzieki innemu lekarzowi. No a co do samego porodu, planowa cesarka, wszystko w milej atmosferze, kultura personelu bardzo wysoka, standard szpitala rowniez, 2os sale z lazienkami, tata moze byc do 21 pomagac mamie. Z tego co wiem od kolezanek ktore tez rodzily w tym szpitalu tyle ze silami natury to znieczulenie jest bezplatne 😃 szpital tlumaczy to faktem ze maja dobrze wynegocjowane kontrskty z nfz…mozna? Mozna ! Szpital po zaledwie kilku latach dobudowal skrzydlo i nowy obiekt w innym miescie. Trzymanie poziomu sie im jak widac oplaca.
    Tymczasem reszta szpitali remontuje, przestaje byc standardem dawanie po 800 zl poloznej zeby po prostu byc traktowanym po ludzku.. Twierdza ze dla nich najwazniejsza jest jakosc nie ilosc. Tylko dlaczego dopiero teraz? Co by bylo gdyby ten prywatny szpital sie nie otworzyl? W jakich warunkach urodzilabym corke..i czy wogole bym ja urodzila.. Niestety w tym kraju wiele musi sie zmienic. A Rzeszowskiej Pro-Familii zycze filii w kazdym miescie wojewodzkim ❤ jestescie wielcy 👍

    Ps. Polecam zajrzec na strone Szpitala Pro Familia Rzeszow 😃

    Polubienie

    1. Super! Aniu, Twoja historia tylko pokazuje, że można być przyjaznym szpitalem dla matki i maluszka. Dobrze, że są takie szpitale! Ja summa summarum również trafiłam na koniec do dobrego szpitala na pl.Starynkiewicza. Dobry i bardzo kompetentny personel, tylko szpital strasznie nie doinwestowany 😦 miłego dnia! buziaki dla córeczki 🙂

      Polubienie

  2. Super, że wszystko dobrze się skończyło 🙂 ja rodziłam pierwsze dziecko w MSW i wspominam bardzo dobrze a było to 6 lat temu, w tym roku we wrześniu urodził się mój drugi syn tym razem na Madalińskiego . Miałam małowodzie i trzeba było zrobić cc na początku 37 tyg na izbie przyjęć młode lekarki średnio miłe i odesłały mnie do szpitala praskiego . Strach płacz i telefon do lekarza prowadzącego. Mój lekarz był z Madalińskiego super człowiek kazał mi jechać do domu odpocząć i czekać na telefon on załatwi miejsce. Jak obiecał tak zrobił miejsce się znalazło a on sam mimo , że był już po dyżurze przyjechał do szpitala i osobiście zrobił mi cc.Zawsze będę mu wdzięczna za pomoc i troskę o nas
    Trzymajcie się ciepło 🙂

    Polubienie

  3. Szpital na Starynkiewicza w Warszawie wiele kobiet omija bo na forach można znaleźć informacje, że obskórny, że brzydki i w ogóle syf. Sama tam rodziłam i uważam, e personel jest tam bardzo wykwalifikowany. Faktycznie może czasami można odnieść wrażenie, że się nie interesują, ale same położne mówią, że nie chcą narzucać swojej opinii i jeśli ktoś przyjdzie i zapyta bądź poprosi o pomoc np. przy karmieniu piersią to chętnie pomogą. A szpital faktycznie brzydki, ale jakie to ma znaczenie jak spędza się tam średnio dwie doby. Nie oczekujmy, że porodówka to wizyta w SPA. Trzeba urodzić i wracać do domu 🙂

    Polubienie

  4. Urodziłam dwie córki, zdrowe silne choć z druga mogło być różnie z powodu toxoplazmozy w ciąży. Pierwszy poród odbył się w szpitalu na Madalińskiego. Nie da się ukryć ale bylo super, zajmowało się mną nie wiem ile osób ale dużo. Mimo ze rodziłam na sali dwu osobowej wszystko było w bardzo intymnej i miłej atmosferze. Julka urodziła się zdrowa a ja trochę zmęczona tylko byłam. Koszmar zaczął się kiedy przenieśli nas na oddział ten po porodzie już nie pamietam jaki to był. Jako Ze byłam dość młoda i nigdy nie trzymałam na rękach dziecka nie wiedziałam co i jak robić, byłam jak dziecko we mgle. Nikt mi nie pomógł. Płakałam po nocach, nie spałam mimo ze Julka była bardzo grzeczna. Mocno krwawiłam, mało nie zemdlałam na korytarzu. Nie mogłam iść się umyc, właściwie nic nie mogłam iść zrobić ponieważ nie miałam możliwości aby zostawić dziecko u położnych.
    Za drugim razem zupełnie inna bajka 🙂 pojechałam do szpitala w dniu terminu aby sprawdzić czy wszystko jest ok. Okazało się ze tętno płodu spada. Przyjęli mnie na oddział po godzinie od przybycia do szpitala (szpital w Gdańsku na Jana Pawła). Podano mi oksytocynę, tętno spadło znowu. Była cesarka. Mąż nie zdarzył przyjechać niestety ale wszyscy było dla mnie tak niesamowicie mili, pomocni ze nie przeszkadzało mi to. Wstałam po 12h bez spiny. Anka spała cała noc 🙂 oddział był zamknięty bez możliwości odwiedzin na sali a w pokoju odwiedzin. Powiem tak czułam się w tym szpitalu jak na wakacjach 🙂 Mogłam normalnie iść do łazienki, umyć się, zjesc w spokoju. Dostałam mleko modyfikowane gdyż u mnie była susza. Polecam ten szpital i już zawsze będę miała z nim same dobre wspomnienia 🙂 trzecie dziecko rodzę w Uk 🙂 tak ze zobaczymy co to będzie, narazie opieka położnej mnie miło zaskakuje i to jak działa tu system 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s