Moja kochana Basieńka w październiku skończy pierwszy rok! Bardzo się z tego cieszę i jestem dumna jak pięknie rozwija się moje dziecko. To był wspaniały rok razem. Nigdy w życiu nie zamieniłabym go na szybszy powrót do pracy. Niestety wraz z ukończeniem przez Basię pierwszego roku kończy się mój macierzyński. Tu pojawia się pytanie i co dalej?

Niestety nie mam gdzie wracać. Kilka dni po urodzeniu Basi dostałam listem poleconym świadectwo pracy z ówczesnej pracy, moja umowa na czas nieokreślony jakby została rozwiązana. Najśmieszniejsze jest to, że wszystko było zgodnie z prawem pracy. Przez ostatnie 3 lata pracowałam w skandynawskim banku na umowie na zastępstwo. Oczywiście była to umowa o pracę na czas nieokreślony. Zastępowałam dziewczynę (nazwijmy ją Tereska) która była na zwolnieniu ,,ciążowym,, a potem na urlopie macierzyńskim i wychowawczym.

Szczerze mówiąc to krew mnie zalewa jak sobie pomyślę jak ze mną postąpiono. A co najgorsze zapewne nie jestem jedyną ofiarą tego niesprawiedliwego przepisu prawa pracy normującego warunki zatrudnienia na zasadzie zastępstwa.

Czy ktoś tworząc te przepisy pomyślał przez chwilę, że kobieta zatrudniona na umowie na zastępstwo może również zajść w ciążę? Czy wiecie, że takiej kobiecie NIE PRZYSŁUGUJE ŻADNA OCHRONA! Nic, można ją zwolnić z dnia na dzień. Ciąża nie ma tu żadnego znaczenia. Jeśli osoba, która się zastępuje wróci zanim ta zastępująca urodzi to nic jej się nie należy. Brak zasiłku macierzyńskiego, ubezpieczenia i jakiejkolwiek pomocy ze strony Państwa, o pracodawcy już nawet nie wspomnę.

Niestety ja właśnie znalazłam się w takiej kuriozalnej sytuacji. Tereska, którą zastępowałam cały czas zmieniała datę swojego powrotu z wychowawczego. Gdy ja byłam w niespełna 6-tym miesiącu ciąży, ona przysłała do naszej szefowej pismo z prośbą o przedłużenie swojego urlopu wychowawczego do końca roku kalendarzowego. Była to dla mnie dobra wiadomość, ponieważ termin porodu miałam na koniec września więc spokojnie mogłam urodzić nie martwiąc się o mój status pracownika i płatny urlop macierzyński.

Niestety ktoś uprzejmy z naszego działu poinformował Tereskę o moim stanie i wtedy zaczęła się jazda. Laska w dziwny sposób zaczęła częściej odwiedzać miejsce pracy, opowiadać o sobie jaka to ona biedna i stęskniona z współpracownikami i jak bardzo boi się utraty swojej posady. W końcu dwa miesiące po swojej ostatniej decyzji powrotu na koniec roku, Teresa postanowiła wracać już! Na moją bardzo dużo prośbę i szczerą rozmowę z nią o mojej sytuacji, stwierdziła, że nic ją nie obchodzę i że każdy tylko o siebie powinien się martwić. Fakt jest taki, że jeśli ta dziewczyna wróciłaby zanim ja urodzę to nie przysługuje mi zasiłek macierzyński ani ubezpieczenie, bez względu na to, że pracowałam w tym banku prawie 3 lata!

Tereska, która również jest młodą matką wykazała się totalnym brakiem empatii i współczucia! Nie mówiąc już o braku wychowania i taktu! Nie chciała mi pomóc. Dzięki niej ostatnie tygodnie mojej ciąży upłynęły mi w totalnych nerwach i strachu o los mojego dziecka i mój. Pech chciał, że urodziłam grubo po terminie, miałam cesarkę i inne komplikacje. Pisałam o tym w poście na temat rodzenia w Polsce. Prośby moje i mojego męża do tej dziewczyny zupełnie nie dochodziły, ignorowała mnie i wręcz unikała w pewnym momencie kontaktu. W zupełnej bezsilności zadzwoniłam do moich kadr i opowiedziałam o mojej sytuacji, miałam nadzieję, że pani kadrowa coś mi poradzi. Niestety usłyszałam od niej, że jeśli nie mogę urodzić w terminie to powinnam sobie zrobić cesarkę bo Teresa ma prawo wrócić i wraca wtedy kiedy jej się to podoba. Kochana Pani z kard z Łodzi dziękuję za tą jakże miłą i ludzką radę! Nigdy pani tego nie zapomnę. Sytuacja z moim porodem i walką o zasiłek macierzyński zaogniała się. Dopiero po interwencji mojego męża u mojej ówczesnej szefowej sprawy przybrały inny obrót. Szefowa nie wiele mogła ale chyba jakimś cudem zmusiła Teresę do powrotu 10 dni później niż planowała. Ja urodziłam 7-mego dnia, także zmieściłam się… i dostałam macierzyński zasiłek z ZUS-u.

Konkludując, kobieta zatrudniona w Polsce na umowie o pracę na zastępstwo zachodząc w ciążę nie ma żadnych praw, nie chroni ją prawo. Pracodawca może rozwiązać jej umowę z dniem powrotu zastępowanego pracownika. Jeśli ta zastępująca zdąży urodzić przed powrotem tej co ją zastępuję to dostaje zasiłek macierzyński z ZUS-u na okres do roku czasu. Jeśli nie zdąży to zostaje bez pracy, bez prawa do zasiłku i i bez ubezpieczenia. Taki mamy drogie mamy kraj. Takich mamy ludzi, którzy nie potrafią wykazywać się empatią i współczuciem do innych.

Teresko dziękuję Ci, miałam bardzo stresujące ostatnie tygodnie ciąży co odbiło się na zdrowiu mojego dziecka i moim.

Ze swojej strony będę pisać list do Pani Premier Ewy Kopacz o zmianę przepisów prawa pracy zatrudniających osoby na umowę o zastępstwo. Nie wiem czy to coś da ale walczyć warto.

Pozdrawiam Was i proszę o wyrozumiałość, napisanie tego posta kosztowało mnie wiele nieprzyjemnych wspomnień 😦

Reklamy