Witam wieczorową porą, niestety pisać posty na blogu mogę jedynie wieczorem, gdy moje kochane Basiątko już śpi 🙂 Taka dola matki, w dzień maleństwo absorbuje mój cały czas a wieczorem mam chwilkę dla siebie. Mam nadzieję, że zanim przeczytacie tekst zerkacie na tytuł posta. Dziś jest depresyjnie, melancholijnie, smutno… dziś jest źle.

Ciekawa jestem czy któraś z czytających mam pomimo męża/partnera i rodziny też czuje się zmęczona, nie doceniona, niedowartościowana, nie wyspana, zaniedbana, wypalona, smutna…? Ja tak mam. Od kiedy zaszłam w ciążę i urodziłam dziecko mam wrażenie, że ktoś wrzucił mnie w nie swoje życie, że cały czas śnię i nie mogę się obudzić. To jakiś dom wariatów. Zawsze byłam samodzielna, mogłam robić co chcę a teraz nie mogę nawet sama w spokoju pójść do toalety bo mój szkrab za mną idzie. Kocham moje dziecko do szaleństwa, najbardziej na świecie ale wiem już teraz, że dawna ja umarła, odeszła, rozsypała się w pył nicości. Generalnie starej mnie już nie ma, jest nowa ja – ja matka. Matka polka depresyjna. Tak się czuję.

Cały dzień jestem sama z Basią w domu. Same wychodzimy na spacery, same jemy posiłki, same się bawimy. Czasami spotykamy się z koleżankami mamami i ich maluchami. Wtedy jest wesoło. Niestety tych koleżanek jest coraz mniej, bo większość wróciła po macierzyńskim do pracy a ja jak wiadomo nie mam gdzie wracać. Całe dnie rozmawiam z moim słodkim maluchem, dzwonię też do mamy i koleżanek (te wolne, bez dzietne jakoś nie zawsze chcą rozmawiać) żeby pogadać z kimś dorosłym. Boże, ja już nawet zagaduję obcych ludzi w sklepach i parkach aby po prostu z kimś dorosłym pogadać choćby o pogodzie. Tak, melancholia mi mówi, aby nie gadać ale mózg chce kontaktu z ludźmi. Więc gadam, zagaduję, uśmiecham się i czasami irytuję. Ja, matka polka depresyjna.

Czekam w domu na męża aby mnie odciążył, aby zajął się małą choć przez chwilę. Rany boskie ja czasami chcę poleżeć z książką przez godzinę, sama, w sypialni, w ciszy. Marzę o tym… ale nie mogę bo Baś coś chce, bo obiad, bo kolacja, bo pranie, bo Bibi usypianie. I nie ma książki, nie ma leżenia. Nic nie ma. Jestem ja, matka polka depresyjna.

Muszę kończyć pisanie bo trzeba iść spać. Jutro znów będzie dzień, taki sam. Powtarzalny aż do bólu. Jutro Basia mnie powita swoim boskim uśmiechem i zapomnę o tym, że jestem zmęczona, zła, nie wyspana i brzydka. Wiem, powinnam iść do specjalisty bo to już pewnie nie smutek i wypalenie. Niestety ci specjaliści z NFZ nie mają miejsc do końca roku a na prywatnego mnie stać. Ja, matka polka depresyjna, której nie wiele się udaje ale zawsze marzy o czymś… Wymarzyłam sobie Basieńkę ❤ tylko szkoda, że macierzyństwo jest takie ciężkie. Dobranoc.

Reklamy