Temat jak być perfekcyjną w swoim domu i dla swojej rodziny wałkowany już wiele razy i możliwe, że i Was może nieco znudzić. Jednak chcę o tym napisać bo każde nowe spojrzenie jest warte uwagi i przeczytania Drogi Czytelniku 🙂

Ja nie jestem perfekcyjna, ba w zasadzie to nie nadaję się do niczego innego jak narzekania, spania i rozwalania dnia na pierdoły. Zapytacie a gdzie jest dziecko w tym wszystkim? No jest obok i ma się jak zawsze świetnie 😉 Pomimo, że czasami pół dnia walczę z niewyspaniem to zawsze staram się opiekować Bibi na 100% bo tak trzeba, prawda?! Czy to właśnie może jest oznaka perfekcjonizmu?

Niedawno rozmawiałam z innymi mamami o tym jak sobie radzą z codziennymi obowiązkami o i o tym jak to jest być dobrą lub złą mamą i na czym to właściwie polega. Przede wszystkim wszystkie stwierdziłyśmy, że nawet jeśli w pełni oddajemy się obowiązkom domowym i opieką nad dziećmi to nie czujemy się nadal spełniona bo paradoksalnie nie zostaje czasu dla nas samych. Robimy wszystko dla innych, dla naszych najbliższych a zapominamy, że jesteśmy również ludźmi, samodzielnymi istotami, które też muszą coś dostać aby właśnie dalej funkcjonować. Te perfekcyjne pewnie też tak mają ale oczywiście się nie będą przyznawać bo przecież to burzy ich perfekcyjny obraz idealnej matki, pani domu, żony, stylistki domowej, blogerki, pracownicy itd. Perfekcyjne myślą, że wszyscy dookoła im zazdroszczą co po części jest prawdą ale otoczeniu też zbiera się często na ich widok na mdłości. W końcu ile można oglądać i czytać o tym utopijnym świecie, różowym, pastelowym, minimalistycznie czarno-białym i polukrowanym dziwnym rodzajem ekshibicjonizmu. Czy nadal lubimy takie nieprawdziwe życie jak w Modzie na Sukces? Czy wolimy hardcore ze wszystkich City Shore?

Ja nie lubię ani tego ani tego. Lubię wypośrodkowane, prawdziwe życie. Czasami brudne od niezmytych naczyń, innym razem płaczące z niewyspania i niemocy. Ja nie lubię perfekcji bo jest nudna. Sama też nie chcę być perfekcyjna bo będę się czuła, jakby ktoś mi założył obcą maskę na twarz. Sorry ale nie lubię też perfekcyjnych matek, a szczególnie blogerek, które pokazują mi jak trzeba żyć. Ten rodzaj perfekcyjnego pokazywania swojego życia nie interesuje mnie. Wolę poczytać Topora niż wymuskane różowiutko-miętowe blogi. Wolę pogadać z normalną matką, która czuje niż z perfekcyjnym robotem, który uśmiechnie się tylko nieszczerze.

Na koniec pamiętajcie, że klucz do szczęścia do wypośrodkowanie tego wszystkiego. Każdy człowiek jest trochę dobry i trochę zły, po części perfekcyjny a po części niedoskonały i to jest piękne. Piękno w inności 🙂 Dobranoc :*

Reklamy